Strona główna
Księga Gości

gg: 25378534

Zobacz
na wesoło
I taaaak
Ja też tak chcę

czytam
popiół a może diament
dziewczyna-programisty
wielkiepranie
fabryka
nieporozumienie
inglisz łans egejn
frygi-drygi
Pan Piotr
cela
flajauej
Piotruś
wussup :)
o...
nieidealny?
muzycznie
Naja ja mam za sobą to piekiełko
anuteczka
blog językowy
Tamirian(po prostu Radek)
conspira
robiepranie
donpedro Przyjaciel Król
tiru-riru perła!

balsamy dla ucha
Portishead to jest dopiero nuta
Depeche Mode Enjoy the silence
Malaguena porrrywająco
Easy like Sunday morning
Extreme wspomnień czar
cubana rytmiczne pląsanie
polepszacz nastroju nie zawiódł
rytmicznie do pląsania
bunt życiowo
niewielki skrawek ziemi nastrojowo
Cesaria pościelówa


Archiwum
2012
marzec
luty
2011
listopad
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik


Tagi


RSS

No dobsz, kawa na ławę, czyli wcale nie jest różowo... - 2012-03-09 - 01:57:14

Bardzo trudno jest mi sie pozbierać po śmierci Ojczyma.Pierwszego dnia wiosny minie już rok...

Latem odezwała się do mnie szefowa, u której pracowałam z pięć lat temu. Otwierała aptekę i bardzo chciała mnie mieć w swoim zespole, bo podobno pacjenci z tamtych aptek, które prowadziła, wciąż za mną tęsknią i rozpaczają, że mnie juz tam nie było.Zrobiło mi się miło. Zaproponowała pensję o jakieś 70% wyższą od tej co miałam dotychczas i jakoś mnie przekonała.Jesienią apteka miała już działać.
I tak pracowałam sobie jeszcze w starej firmie, na luziku, bez stresu i raptownie zrobiło mi sie bardzo dobrze tam, na starych śmieciach.Gdzieś drzemała myśl, że mam szanse zmiany pracy ale jakoś nie wzięłam sobie tego do serca.
Jesienią zachorowała moja Mama. Myślałam, że odejdę od zmysłów, bo oprócz Mamy nie mam nikogo na świecie, wszak Siostra ma swoją rodzinę.Sytuacja była krytyczna, bo mimo wykluczenia nowotworu, diagnozowania, specjalistycznych badań, mnóstwa konsyliów, nikt nie potrafił powiedzieć, co Mamie dolega. A ciągłe torsje i gorączka wycieńczały Mame w zastraszającym tempie.Nie pomagały głodówki, kroplówki, antybiotyki ani inne chuje, muje, dzikie węże...Gastrologia była bezsilna.Konsultacje chirurgiczne też nic nie wyjaśniły. I już Mama miała zostać wypisana i miała oczekiwać kolejne dwa tygodnie na jedno specjalistyczne badanie, na które miała wybrać się po cywilnemu, gdy przyszedł ten najbardziej doświadczony chirurg.Dotknął Mamę tylko raz, w jednym miejscu i podniósł ogromne larum. W dziesięć minut gotowa była sala operacyjna i skrzyknięty zespół do naprawy Mamy.
Po wszystkim ten najlepszy lekarz powiedział, że brakowało maksymalnie czterech godzin, aby Mama znalazła się na tamtym świecie.Rozmiar ropnia i rozległość nacieku, w miejcu niedostępnym aparaturom diagnostycznym, były tak wielkie że zakażenie już dochodziło do otrzewnej.Masakra jakaś.
Dzięki Bogu Mama żyje i dochodzi do zdrowia w miarę szybko.Chociaż po operacji wcale tak nie było...Prawie oszalałam ze zmartwienia.
I z wycieńczenia, bo nie spałam, nie jadłam nic wartościowego, paliłam i żłopałam kawę zagryzajac czekoladą.
Późną jesienią ponownie zadzwoniła szefowa.Tym razem była nieustępliwa i natarczywa, bo za chwilę miała uruchomić aptekę. A mnie w starej pracy zrobiło sie jeszcze lepiej.Wcale nie uśmiechało mi się stamtąd ruszać.Niestety dorzuciła jeszcze kilka złotych do pensji, przystała na wszystkie warunki, jakie jej postawiłam(między innymi na to, że ja nie pracuję w niedziele i święta i mam dwie soboty wolne, wszak tylko w weekendy spotykam się z Chłopem) i podpisałam umowę.
Poczułam się zajebiście, po królewsku iście, bo w końcu zostałam doceniona i potrzebna.Ale trudno mi było rozstawać się ze starą firmą.
Podobno głupi nie podjąłby takiego wyzwania i nie wziął tej roboty. I tak zatowarowałam aptekę, wprowadzałam faktury i metkowałam niemal do upadłego. Chociaż jestem tylko technikiem farmacji u boku szefowej przyjęłam inspekcję z nadzoru farmaceutycznego i otworzyłam aptekę. Szału z ruchem nie było no ale nie od razu Kraków zbudowano, nieprawdaż?
I zachorowałam ja.Nic poważnego.Zapalenie oskrzeli.Niemniej jednak zachwiało mną porządnie, bo ja przecież nigdy nie choruję.Zdrowa jestem jak ryba.A tu takie gówno.Na zwolnienie nie poszłam.Przespałam trzy weekendowe dni i jakoś było mi lepiej.Wyzdrowiałam dopiero po prawie dwóch tygodniach. 
Przyszedł styczeń, święto Trzech Króli.Miałam wypadek samochodowy.Masakra.Auto skasowane.Laweta zaciągnęła wraka na Wisniową. Stało sobie takie smutne rozwalone, pod chmurką około miesiąca.Trzeba było uzbierac kasę na naprawę, bo mój Opelek stary jest, AC nie posiada a ja spowodowałam wypadek i ubezpieczenie kosztów naprawy nie pokrywa.Podobno cud, że ja wyszłam z tego tylko z jednym siniakiem na kolanie.
za dużo już się działo.Załapałam doła. Od pewnego, dosyć długiego czasu coś mi się nie układa.Jakby cos działo sie kosztem czegoś...Lub może w zamian za coś...
Na domiar złego, pod koniec stycznia, szefowa zaczęła przebąkiwać coś, że apteka nie idzie jak iść powinna, że nic nie zarabiamy, że tracimy.Potem mówiła, żeby szukać sobie pracy, bo będą redukcje etatów.
W życiu nie przypuszczałam, że to ja zostanę zwolniona, bo przecież wyrwała mnie z innego miejsca pracy, dla niej się zwolniłam.W starej robocie było naprawdę przyjemnie.Miałam blisko, bo aż długość bloku...Tu musiałam dojeżdzać spory kawałek.No i tak o mnie walczyła, dała mi taką pensję i w ogóle...To nie możliwe, żeby zwolniła mnie.
Niestety, za kilka dni dostałam wypowiedzenie.Okazałam się za drogim pracownikiem.
Mój świat runął.Nie zostały nawet zgliszcza.Straciłam wiarę w ludzi, w siebie, we wszystko co do tej pory ceniłam.Jestem niepotrzebna, do niczego się nie nadaję.Nie chce mi się żyć.Wyję dzień i noc.Nie śpię, nie mam apetytu albo dla odmiany pożarłabym konia z kopytami lub śpie po szesnaście godzin. Dobrze, że nie musiałam chodzić do pracy w okresie wypowiedzenia, bo wykorzystałam urlop.Wyglądam jak potwór. Nie chce mi sie dbac o siebie, w chacie mam sajgon.Do lodówki raczejj nie zaglądam, bo nie mam szczepień na tężca i wszystko jest do dupy. Jak wchodzę do sklepu i widzę ceny, to wychodzę z płaczem i pustymi rękami.Rozpacz.Jak ja będe żyć.Czy mam zamożyć głodem moje koty i potem je zjeść?Za co będę kupować im karmę i żwir do kuwety?Już jest syf a co będzie potem?Jk zapłacę za czynsz i inne świadczenia?Jk spłacę kredyt??????
Z takimi oto myślami w pewnym momencie ockęłam się przed domową apteczką trzymając w ręku pudełko z tabletami.Szukałam też alkoholu, żeby je popić.Uznałam, że najlepiej zasnąć snem wiecznym i nie miec problemów.Niech inni się martwią...Ja już nie mam siły. 
Na szczęście odezwały się szczątki zdrowego rozsądku i pobiegłam do psychiatry, bo kurwa coś chyba ze mną nie tak.
Na dwa dni przed wygaśnięciem stosunku pracy dostałam trzydzieści trzy dni zwolnienia i antydepresanty.

Japierdolę.Czuję się jak zbity pies.Jak zużyta szmata, która po wielkiej robocie została wyrzucona do kosza.Jak paproch.Bez środków do życia, bez widoków na przyszłość...
Chociaż nie mamm siły i chęci rozsyłam swe aplikacje, chodzę na rozmowy ale wielka dupa z tego jest.Nie umiem wszystkich programów komputerowych, nie umiem kreślić tabel, ustawiać formuł, robić słupków i kurwa chyba niczego nie umiem.
Postanowiłam nie wracać do apteki, bo znowu coś nie wypali, bo znowu kryzys dopadnie a tego po raz kolejny nie zniosę.Niestety zawód technika farmacji nie wymagał ode mnie znajomości tego wszystkiego, czego wymagają w innych branżach.
Cóż mi z tego, że mam dwa inne zawody.Niby mam wyższe wykształcenie, niby skończyłam filologię angielską o dwóch specjalizacjach.Do szkoły mnie nie przyjmą, bo nie mam doświadczenia w nauczaniu więcej niż dwójki dzieci jednocześnie, jak jest na korepetycjach.Na tłumacza też mnie nie przyjmą, bo nie miałam styczności z terminologią techniczną. Nie dają czasu na zapoznanie się i na douczkę, bo to jest potrzebne natentychmiast.Kurwa, no do niczego jawnie sie nie nadaję.Jestem śmieciem.Wyrzutkiem społeczeństwa.
Jakby tego było mało, dostałam zaproszenie na komisję lekarską związaną z moim zwolnieniem.No i teraz dojdzie do tego, że zostanę okrzyknięta symulantką i naciągaczką. Serio, ja już sie poddaję.Nie mam siły na to wszystko.Nie ogarniam...
Najgorsi są ludzie, którzy maja jakiś wrodzony wykrywacz moich nieszczęść.Wychodzę z domu rzadko a co ktoś mnie spotyka, to pyta czy jestem zdrowa, gdzie się podziewam, bo w aptece mnie nie widują albo jak mi jest w nowej pracy...Masakra.Uciekam, ledwo powstrzymując łzy.Ryczę, jak dotrę do domu.Ryczę, jak już ktoś nie pozwoli mi odejść i zmuszona jestem cokolwiek powiedzieć.
Dramat.
Palę paczkę fajek dziennie. Czas nie jest moim przyjacielem, bo zaraz jak wstanę robi sie wieczór, a ja nie zdazyłam ruszyć się z fotela.A że dzień jednak był, miarkuję po ostatnim papierosie.Dopiero była cała paczka.
Jest mi smutno i źle.Dojmująco źle.
Od kilku dni znów aplikuję do aptek...Ani widu ani słychu odpowiedzi...Tam też mnie nie chcą...Dżizas.Jak tu żyć?

I już nie wiem, czy Chłop oświadczył mi się z litości, czy nie wiem z jakiego innego powodu. Przecież jestem zerem.Totalnym...
Marzę o potomku a przecież nie mogę miec dzieci. Przecież wiem o tym od kilku lat...

Dobra dosyć, bo własnie wypalam ostatniego papierosa.
Mechanicznie skończę jak zawsze:
A marzenia się spełniają.

- skomentuj (6)


Repeta, czyli powtórka. - 2012-03-02 - 23:41:22

I`ve just got engaged. And now I`m the Lady of the rings. Hłe, hłe.

Kłaniam się nisko,
Królewna.

A marzenia się spełniają.


- skomentuj (6)


Chcę - 2012-02-03 - 02:01:02

Chcę potomka.Swojego własnego.

Koniec i kropka.

A marzenia się spełniają!
Aż mnie korci dodać "chyba".

Tagi: chcieć - skomentuj (6)


Się qrwa dzieje, ojapyerdolę, czyli o tym, że marzenia się spełniają! - 2011-11-17 - 21:41:37

Z gór wróciłam cało i zdrowo, tylko odciski od butów miałam ze trzy miesiące...Bo trzeba mieć kiełbie we łbie, by po szlakach pomykać w miejskich, spacerowych bucikach.
Ale sprawiłam sobie już śliczne buty trekkingowe, bo w listopadowy weekend znowu byliśmy w Tatrach.  :)))) Tyle to ja z żadnym chłopem nie zwiedziłam, jeździłam, chodziłam, itepe, itedeee... Czyli, w porządku aż miło.
Nie wiem kiedy, Chwilówa, zwany wymiennie Młodym, został przechrzczony na Chłopa. I nawet tak o nim myślę.Hmmm...
Przyznaję, że cierpliwy Chłop jest, dobry Chłop jest...Przezył trzy powżne moje awantury(no kurwa, nie darłam się tylko wyraziłam swoje niezadowolenie, trzasnęłam drzwiami i miałam szczery zamiar juz się więcej na Wiśniowej nie pojawić).Trzyma się dzielnie Chłop, obchodzi się czasem jak z jajkiem, uważa, żeby nie wqrwić, nie wypłoszyć.I git, niechaj się Chłop stara! Bo ledwo zdołał mnie przekonać.
Może i czasem przesadzam, że albo będzie tak jak ja chcę albo wcale ale mam to w doopie, bo mnie musi być w życiu prywatnym dobrze.
Już jedno życie przeyebałam.(Tylko ile ja mam niby mieć tych żyć?Siedem, czy dziewięć jak kot?To ja dziękuję).No dobra ale stanęło na tym, że chyba będziemy planować wspólną przyszłość.I to na moich warunkach. I może zmienię wreszcie to poyebane nazwisko.

Muszę, znaczy sie nie,nie muszę a chcę(słowo 'muszę' wykreśliłam na zawsze ze swojego słownika, bo przecież Królewnie nikt nic nie każe a może zrobić coś jak chce, ma ochotę lub coś w tym guście...A co kurfa, bogatemu nie zabronisz)nauczyć się nie martwić o wszystko.Martwić się tym, że mi znowu coś nie wyjdzie, martwic się o robotę, że mnie zwolnią, bo kryzys, bo coś tam, czy coś tam innego...Jestem optymitką ale jakąś dziwną, bo niby wiem, że wszystko sie ułoży zawsze ale mam jakas katastroficzną wizję tego, co będzie, zanim sie wszystko poukłada...Tych wszystkich wypadków, utrudnień, przeciwności losu, ludzi, zgrzytów, tych kwasów niedorzecznych.
Dobrze mi idzie ta nauka, moim zdaniem, bo odkąd Ojczym umarł, staram się nie mieć precyzynych planów na przyszłość, tylko jakiś ogólny zarys, bo i tak chuj wielki może z tego być. Chcę żyć teraźniejszością, być zadowoloną tu i teraz, bo nigdy nie mam pewności, czy jak wyjdę z Baszty, to do niej wrócę, czy nie uśmierci mnie przez przypadek jakiś najebany kierowca lub cegła spadająca z drewnianego dachu. Moja Mama mówi, że nie zna sie dnia ani godziny.I ma raję, bo to prawda jest.

I właśnie, nie będe się przejmować tym, że byćmoże Chłop któregoś pięknego dnia nie wytrzyma mej zołzowatej natury, obudzi się i uzna, że szkoda prądu na jakakolwiek wspólną przyszłość.Ani nie będe sie martwić tym, że może okaże się , że Chłop,przy przebywaniu z Nim 24h, jest bestią i potworem...
Ale zanim to wszystko nastąpi to duuużo jeszcze zjem czekolady i duuuuzo jeszcze wyskoczy mi syfów na buzi i jeszcze więcej wody w rzece upłynie...

Robotę zmieniłam:)))))))))))))))
Szefowa sama po mnie zadzwoniła:)))) Otworzyła nową aptekę i zapragnęła mie mieć w swoim zespole:))))) I mnie się to ma opłacać:))))
Zmieniłam otocznie:)))) Pracuję w innym mieście:))))

Konkludując, się kurwa dzieje.Mama wraca do zdrowia,zmieniłam pracę, byłam drugi raz w górach w tym roku, jeszcze jeżdżę na Wiśniową, może zmienię nazwisko, więcej grzechów nie pamiętam i przykro mi wcale!
A marzenia się spełniają!!!

Kłaniam się nisko,
Królewna.

Tagi: praca, góry, chłop - skomentuj (6)


  Copyright z-baszty 2009 - Design by dOnPeDro